5 kardynalnych błędów w plikach do druku

W trakcie naszego wieloletniego doświadczenia mieliśmy przyjemność pracować z różnorodnymi klientami. W bardzo ogólny sposób możemy ich podzielić na tych, którzy są świadomi jak ważne jest poprawne przygotowanie pliku pod kątem wydruku oraz na tych, którzy tej świadomości nie mają 🙂 Tymczasem są to rzeczy, które mają kluczowe znaczenie m.in pod kątem jakości wydruku, czasu realizacji czy efektu końcowego jakiego spodziewa się Klient, a który często odbiega od tego co widział na monitorze przygotowane przez grafika.

Sprawdźcie czy popełniacie poniższe błędy:

1. BRAK SPADÓW

Spad? Ale o co chodzi? No, chodzi o to, że tego się dociąć nie da. Jak chcemy mieć coś formatu A4, to musimy to wydrukować na większej kartce, a potem dociąć. Przynajmniej w drukarni tak musimy, bo maszyny drukujące nie zadrukowują papieru do samego brzegu. Więc jak na tym czymś – w tym naszym projekcie – mamy elementy, dajmy na to zdjęcia, które mają się stykać z brzegiem, to one muszą wyjść poza brzeg projektu. W tym celu w programie, w którym robimy projekt, zadajemy ów spad (bleed) w odpowiedniej zakładce. Mamy mieć tego spadu 3 do 5 mm.

W Wordzie tego nie ustawiamy, bo w Wordzie się nie da, ani w Power Poincie, bo to nie są programy do grafiki. Programy do grafiki obsługują graficy i oni już ten spad ustawić potrafią (żarcik taki). Na ten spad wyjeżdżamy ze wszystkimi elementami, które mają docelowo stykać się z brzegiem. To, co wychodzi na spad, drukarnia odetnie. Jak spadu nie zrobimy, to drukarnia zobaczy, że go nie ma i pomyśli: „Kto to robił?! Pewnie jakiś webowy grafik albo amator. To niech se sam drukuje i docina nożyczkami, jak tak wymyślił.” I plik odeśle do autora. Dlatego bez spadu w drukarni ani rusz.

2.NISKA ROZDZIELCZOŚĆ ZDJĘĆ

Trzaskamy fotkę fonem i wrzucamy na fejsa i jest git. Ale do netu wystarczy rozdzielczość netowa – 72 dpi. Dpi? No, nieważne. Mała rozdzielczość wystarczy. A druk to druk. Kartka A4 jest trochę większa od fona, tak? I na dodatek lubi zdjęcia o rozdzielczości 300 dpi. Dpi? No, nieważne. Lubi duuuuże zdjęcia. Takie, co mają co najmniej kilka megabajtów, a nie żałosne kilkadziesiąt bajtów. Jak spróbujemy na kartce A4 wydrukować takie zdjęcie z netu, zwłaszcza takie, na którym ktoś złośliwie przez środek napisał „Shutterstock” albo „Fotolia”, to ono niezbyt ostre będzie. Bo ma za mało dpi. Dpi? No, nieważne. Nieostre będzie i tyle. Tak że do druku trzeba duuuuże zdjęcia dawać. Jak ma na kartce mieć rozmiar 15×10 cm, to w tym właśnie rozmiarze musi mieć 300 dpi. Bo jak ma 300 dpi w rozmiarze 3×2 cm i je rozciągniemy do 15×10 cm, to ono faktycznie będzie miało jakieś 60 dpi. Czary, no nie? Więc nie rozciągamy zdjęć, ok?

 

3.KOLORY RGB

Są kolory RGB, CMYK, Pantone oraz kolory farb do sypialni. Farb do sypialni używamy w sypialni. Np. „Błękit Prowansji” na suficie albo „Krem śmietankowy” za szafą. Kolorów RGB używamy na ekranie. Tzn. nie tyle używamy, co one po prostu tam są – ekran je wyświetla. Kolorów CMYK i Pantone używamy w druku, bo takie mamy farby drukarskie: niebieską (C), różową (M), żółtą (Y), czarną (K) oraz farby Pantone. W druku nie używamy kolorów RGB, podobnie jak w druku nie używamy farb do sypialni. Aaa – i jeszcze coś. Kolorów CMYK i Pantone mamy mniej, niż kolorów RGB. Czyli niektóre z kolorów, które widzimy na ekranie, nie dadzą się wydrukować. To wina Tuska. No i efekt spisku drukarzy, którzy nie lubią grafików webowych i amatorów projektujących publikacje w Wordzie czy Corelu – drukarze robią im na złość używając wyłącznie tych swoich farb CMYK i Pantone. No, ale co z tym zrobić? Nic. Na drukarza nie poradzisz. CMYK i Pantone i koniec.

 

4.DROBNE WIELOKOLOROWE ELEMENTY

Taka np. cieniuuuutka kreseczka, dajmy na to – brązowa. No, fajnie na ekranie wygląda, bardzo fajnie. W druku trzeba brąz złożyć z niebieskiego, różowego i żółtego. Nałożyć na siebie trzy jednakowe cieniuuuutkie kreski w tych kolorach maszyną, od której pracy ściany drżą, a co dopiero kartka, na której ta maszyna drukuje. Te trzy kreseczki raczej się nie zejdą idealnie – któraś wylezie i nie dość, że kreska nie będzie brązowa, to jeszcze rozmyta. Podobnie stanie się z małymi kolorowymi literkami. Na ekranie – ok – ekran przyjmie wszystko. Ale w druku? A-a. Nie robimy takich elemencików. Unikamy jak ognia. Podobnie jak małych literek i kreseczek zakolorowanych czernią podbitą innymi kolorami lub szarością złożoną z CMY zamiast zrobionej z K (to już taka fachowa gadka do grafików, którzy niby wiedzą, że kolory robi się z CMYKa i że czerń należy podbijać, ale nie wiedzą, że nie zawsze i nie wszędzie; no, to już wiedzą).

5. ZA WYSOKIE ELEMENTY

Trochę jak z tym dpi. Nafarbienie? Chodzi o to, że jak nawalimy za dużo farby na papier, to przecieknie na drugą stronę. Żeby wyszedł jakiś kolor CMYK, to trzeba na papier nałożyć trochę C, trochę M, trochę Y i trochę K. Owo „trochę” określamy w procentach – dla każdej farby od 0 do 100. Jak w sumie tych procentów będzie za dużo, to papier tak przesiąknie farbą, że się dziura zrobi i cała maszyna się ufajda i cały druk i drukarz też. Więc jak budujemy jakikolwiek kolor CMYK, to musimy sobie na paluszkach zsumować procenty składowych tego koloru i jak nam wyjdzie około 300 to jeszcze jest raczej ok, a jak więcej niż 340 to jest już bardzo źle i musimy wykombinować trochę inny kolor. Podobnie niestety sprawdzamy zdjęcia, zwłaszcza cienie. Kolor 100/100/100/100 znaleziony w pliku sugeruje, że projekt robił nieuk lub niedouk. Wstyd pod sufit.

 

6. AHA! 6 ? A MIAŁO BYĆ PIĘĆ!

Ale jest sześć, bo jeszcze mamy taki niby błąd, a może raczej bezsens taki, związany z wielkością plików. Są tacy, co projekt formatu A6 muszą zipować i przesyłać wee-czymśtam, bo plik waży kilkaset mega. Ludzie! Zdjęcie formatu A4 bez kompresji waży 40 MB. Jeśli projekt A6 waży kilkaset mega, to co tam jest wpakowane? Zdjęcia trzeba przeskalowywać w Photoshopie i zapisywać jako jpg lub tif z kompresją przed wrzuceniem do projektu. PDFy trzeba zapisywać z kompresją. 300 dpi na ogół wystarczy. Mniej jest źle i będzie widać, ale więcej i tak nikt nie zauważy. Cyfra i tak nie drukuje z wyższą rozdzielczością. RIP też na ogół obcina wszystko do 300 dpi. Jeśli nie drukujecie katalogu World Press Photo lub zdjęć z sesji Lagerfelda, kompresujcie pliki i oszczędzajcie czas i miejsce na dyskach. Z góry dzięki.

Share on Facebook18Share on Google+0Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn0Share on Tumblr0Email this to someone